poniedziałek, 21 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 2, CZĘŚĆ 2

Każdy dzień wyglądał tak samo, teraz pakuję się bo za 1,5 godziny muszę wyjść aby zdążyć na samolot, który zawiezie mnie do Londynu. Wreszcie zobaczę mamę, tak strasznie za nią tęsknię. A co do prezentów... kupiłam jej bilet na krótkie wakacje w Hiszpanii i jakieś drobiazgi. Ten odpoczynek należy jej się za to co do tej pory przeszła. Tata niestety do niej nie wrócił, o ile mi wiadomo wzięli rozwód i nie mają już ze sobą kontaktu. Ash podobno strasznie się zmieniła, nie wiem jak dokładnie, ale wiem do czego jest zdolna i boje się trochę, a jeśli o niej mowa, nie kupowałam jej nic, po prostu dam jej pieniądze, wiem poszłam na łatwiznę, ale na prawdę nie wiedziałam co jej kupić. Kiedy kończyłam już pakowanie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Wejść! - krzyknęłam nie zwracając wielkiej uwagi kto wchodzi do środka.
- Siema Rose! - usłyszałam krzyk moich przyjaciół.
- Hejka. - odpowiedziałam im odwracając się w ich stronę z uśmiechem na twarzy.
- Gotowa?
- Dajcie mi 5 minut. - powiedziałam i pobiegłam do łazienki, z której wzięłam kosmetyczkę i wróciłam  z powrotem do salonu. - Już
- Za ile wychodzisz to odwieziemy cię? - zapytała Bella.
- Za...godzinę. - oznajmiłam spoglądając na zegarek.
- To co robimy? - zapytał Sean.
- Możemy pogadać. - zaproponowałam, a on tylko ziewnął teatralnie na co razem z dziewczyną zaśmiałyśmy się.
- Co dziewczyny widzą w tym takiego ciekawego?
- Nie wiem, jak chcecie możemy wyjechać wcześniej i pójdziemy do kawiarni na lotnisku.
- Nie zły pomysł. - wzruszył ramionami i wziął moją walizkę i pokierował się w stronę drzwi wyjściowych.  Pokierowałyśmy się do przedpokoju, w którym się ubraliśmy, ja zamknęłam za sobą drzwi i wyszliśmy z bloku wchodząc do samochodu chłopaka.
- Na ile tam jedziesz?
- Myślę, że po świętach zostanę jeszcze na jakiś czas, może wrócę na sylwestra, dam wam jeszcze znać. - poinformowałam ich na co oni zrobili trochę smutne miny. - Co jest?
- Nic, po prostu będzie tu nudno bez ciebie. - powiedzieli robiąc smutne minki na co ja się zaśmiałam. - Nie śmiej się taka prawda. - czasami zastanawiam się jak to jest możliwe, że nie są rodzeństwem, jak robią i mówią wszystko to samo w tym samym czasie.
- Wiem, wiem, ale postaram się wrócić jak najszybciej. - powiedziałam, a oni uśmiechnęli się.
Reszta drogi przeminęła w bardzo przyjemnej atmosferze, śmialiśmy się, żartowaliśmy, śpiewaliśmy. Kiedy wyszliśmy z samochodu Sean wziął moją walizę, ZNOWU i wszyscy pokierowaliśmy się do kawiarni na lotnisku. Zamówiliśmy 3 małe kawy i dla każdego po kawałku ciasta. Niestety przyszedł czas żegnania się, jak ja tego nienawidzę.
- Będziemy do ciebie dzwonić. - powiedziała Bella.
- Ej, ale wiesz, że ja nie wyjeżdżam na zawsze tylko na najwięcej dwa tygodnie? - zapytałam upewniając się.
- Wiem, ale to wieczność! -pisnęła, a większość ludzi patrzyła na nią jak na debilkę, a ja wybuchłam głośnym i niepohamowanym śmiechem.
- Uważaj na nią. - powiedziałam tuląc się do chłopaka na co on kiwnął lekko głową i zaśmiał się cicho.
- Pasażerowie lotu 177 z Paryża do Londynu proszeni są pokierować się na odprawę, a następnie na pokład samolotu. - powiedział głos wydobywający się z głośników.
- Muszę iść. - przytuliłam się do nich szybko i poszłam na odprawę. Minęła bardzo szybko, bo nie było zbyt dużo osób.  Po tym jak weszłam na pokład, samolot po krótkim czasie wystartował. Kiedy wzbił się wysoko można było odpiąć pasy, czego ja nie zrobiłam, ponieważ tak czułam się bezpieczniej. Lot miał trwać około 3 godzin, a ja jak zawsze nie wiedziałam co mam robić. Po dość długim zastanowieniu wyciągnęłam ze swojej torebki słuchawki i książkę. Po jakimś czasie urwał mi się film, taaa, po prostu zasnęłam. Obudził mnie damski głos.
- Proszę pani, niech pani się obudzi, wylądowaliśmy jakieś 10 minut temu. - powiedziała łagodnym głosem.
- Jejku, przepraszam. - odpowiedziałam na co ona tylko się zaśmiała i powiedziała krótkie "nie ma za co".
Wzięłam bagaże i wyszłam na parking. Rozglądałam się za nie dużym, ale równiez nie małym, czerwonym samochodem. Zadowolona popegłam tam kiedy go zobaczyłam i mocno przytuliłam się do mamy.
- Tęskniła. - szepnęłam i pocałowałam ją w policzek.
- Ja też, zmieniłaś się. - uśmiechnęła się szeroko.
- Nie, raczej nie. A tak w ogóle to jak tam Ashley?
- Nawet nie pytaj, od twojej wyprowadzki i po tym kiedy dowiedziała sie o tym, że rozwodzę się z tatą strasznie się zmieniła i ona i jej styl, typowa buntowniczka, chodzi poubierana na czarno i wygląda strasznie, jest bardzo nie miła...a z resztą zobaczysz ją za jakieś 30 minut jeśli w ogóle będzie w domu. - westchnęła, zrobiło mi się jej trochę szkoda, bo w nikim nie ma teraz wsparcia, może rzeczywiście powinnam przyjeżdżać do niej wcześniej? Wsiadłam razem z moją mama do samochodu i pojechałyśmy do domu. W drodze zadzwoniłam do moich przyjaciół, że doleciałam i jadę już z mamą, pogadaliśmy chwilę, a później się rozłączyłam i wróciłam do rozmowy z mamą.
- Jak w szkole, pracy, w ogóle jak życie? - zadawała bardzo dużo pytań na co ja tylko chichotałam pod nosem.
- Dobrze, w szkole jest spoko, na pracę nie narzekam i idzie się jakoś utrzymać, a w Paryżu mam dwójkę przyjaciół Seana i Belle. - wytłumaczyłam na co się uśmiechnęła.
- To dobrze, ciesze się, że się usamodzielniłaś, tylko wciąż jestem na ciebie trochę zła, za to że nie chcesz dac mi swojego adresu, żebym nie wysyłała ci pieniędzy, a mi jest tak głupio, a tak pewni byłoby ci troszeczkę łatwiej. - powiedziała i zasmuciła się.
- Mamo, ale mi naprawdę nie sa one potrzebne, przecież ja mam pieniądzę i nawet ich nie wydaję przez cały miesiąc, bo nie mam na co, tym bardziej, że jestem sama i nie mam na co ich wydawać, także na biedę nie narzekam. - powiedziałam i uśmiechnęłam się żeby mi uwierzyła.
- Ale gdybyś miała te pieniądze, nie martwiłabyś się, ze na coś ci nie starczy.
- Ale ja się nie martwię, nic mi nie brakuję, a w razie czego mam przyjaciół, którzy mi pomogą, ale jeszcze nigdy ich o to nie prosiłam, bo nie było potrzeby.
- Tylko, że ja też teraz mam dużo pieniędzy, bo dostaję alimenty na Ash i jeszcze mam swoją pracę i na koniec miesiąca zostaje mi strasznie dużo pieniędzy, które mogłabym przelewać na ciebie. To podasz mi go, a ja obiecuję, że nikomu go nie podam i będę wysyłać tyle ile będziesz chciała. - powiedziała robiąc słodkie oczka i uśmiechając się szeroko.
- Ugh, no dobrze.
- Jest wreszcie udało mi się ciebie namówić! - zaczęła krzyczeć w samochodzie, a ja śmiałam się z niej, bardzo dawno jej nie widziałam i bardzo za nia tęskniła, ciesze się że przyjechałam tutaj.
- Mamo patrz na drogę, bo jeszcze spowodujesz wypadek. - ostrzegła.
- No tak żebym była na tyle głupia, że az własna córka musi mnie upominać. - zasmiała się.
Nim się obejrzałyśmy byłyśmy już na miejscu. Wyszłam z samochodu i z bagażnika wyciągnęłam swoją walizkę i razem z mama weszłyśmy do domu, w którym grała strasznie głośna i ciężka muzyka. Razem z mama  pokierowałyśmy się do salonu, gdzie siedziała moja siostra z kolegami i koleżankami, mieli irokezy...o boże to wyglądało strasznie. Nie poznawałam jej jak ona przez tak krótki czas mogła sie tak zmienić?
- Ashley mogłabyś przeprosić swoich kolegów żeby wyszli, bo mamy gościa. - powiedziała, ale było widac, że jest strasznie zmęczona ciągłym powtarzaniem jej tego, żeby była grzeczniejsza. Tak strasznie jest mi jej szkoda. A co jest najlepsze to jeszcze nie było wszystko.
- Spierdalaj ja tez mam gości, a ty mogłabyś zrobić coś do jedzenia, bo jesteśmy głodni, a ty zamiast siedzieć w kuchni, pojechałaś po nią nie wiadomo po co, także idź do kuchni. - po tym co usłyszałam byłam w szoku, jak można było się tak zachowywać i w tak krótkim czasie stracić szacunek do ludzi? Mama chyba też pierwszy raz usłyszała od niej takie słowa, bo ze łzami w oczach poszła do kuchni....teraz ja byłam strasznie wkurzona.
- Dobra impreza skończona, jesteście kurwa głodni to wypierdalać na miasto, a nie wykorzystywać moja mamę do wszystkiego, ręce wam kurwa do dupy przyrosły, czy jesteście tacy głupi, że nie potraficie sobie zrobić czegoś do jedzenia, jak można być tak pojebanym!!! - krzyknęłam i wyłączyłam muzykę.
- Zamknij się i idź pomóc mamie!!! - odkrzyknęła mi siostra, nie poznaje jej.
- Jesteś głodna to idź sama zrób sobie coś do jedzenia, ani ja, ani mama nie jesteśmy twoimi służącymi i nie będzie robić za ciebie rzeczy, które potrafi robić 5 letnie dziecko! A wy co się tak kurwa patrzycie, powiedziałam, wyjazd stąd, albo pożałujecie w ogóle, że kiedykolwiek tu przyszliście!  - krzyknęłam,a kiedy zobaczyłam, że się śmieją zdenerwowałam się jeszcze bardziej, podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Po czym przyszłam z powrotem do salonu i ZNOWU krzyknęłam.
- Albo wyjdziecie stąd sami albo nie ręczę za siebie! - dalej stali...
Podeszłam do pierwszego, a było ich czterech i ciągnąc za koszulkę podeszłam do otwartych drzwi i kopiąc go w tyłek "wyrzuciłam" z domu. Tak samo zrobiłam z pozostałą czwórką, a kiedy skończyłam wyszłam na podwórko.
- Żebym was tu więcej nie widziała, bo zadzwonię na policję! - zamknęłam za soba drzwi i weszłam do salonu.
- A ty co kuźwa, jesteś z siebie dumna? Jesteś? Czy nie widzisz, że twoje zachowanie kurwa jest żałosne, że tym sposobem krzywdzisz mamę, która dla ciebie tyle zrobiła? Jesteś żałosna i chyba jakaś pojebana, bo jak można powiedzieć tak do matki i jeszcze się z tego śmiać?! Jak na razie dla mnie jesteś nikim! - krzyknęłam i poszłam do kuchni, w której siedziała zapłakana mama.
- Nie powinnaś tak do niej mówić.
- Powinnam, albo nie, może wreszcie zrozumiała. - wzruszyłam ramionami i ją przytuliłam.
Resztę dnia spędziłyśmy na oglądaniu horrorów, komedii i innych typów filmów. Moja siostra wróciła do domu koło 1 nad ranem, nawet nie wiem kiedy wyszła, ale to taki szczegół. Razem z mama poszłyśmy spać około 3 nad razem.




Następnego dnia wstała o 13 i nie zastanawiając się poszłam do łazienki i wzięłam długa kapiel, wczoraj się nie myłam, bo byłam za bardzo zmęczona. Po tym kiedy umyłam się łącznie z włosami wyszłam owinięta w sam ręcznik i stanęłam przed szafa zastanawiając się w co się ubrać. W końcu postawiłam na prosty zastaw. Zamykając się w pokoju, szybko się ubrałam i ponownie weszłam do łazienki, zostawiłam w niej ręcznik, włosy zostawiłam rozpuszczone i zrobiłam jak prawie zawsze lekki makijaż.Zeszłam na dół, a w jadalnie była już mama i czekała na mnie ze śniadaniem.
- Cześć. - powiedziałam i pocałowałam ja w policzek. - Skąd wiedziałaś, że zaraz zejdę?
- Hej, słyszałam jak się myłaś więc postanowiłam zrobić śniadanie, a że prawie nic nie ma w lodówce to stwierdziłam, że zrobię kanapki. - odpowiedziała, a ja uśmiechnęłam sie do niej przyjaźnie.
- Moze pójdziemy dzisiaj na zakupy? - zapytałam.
- No dobrze, od razu zrobimy wstępne zakupy na święta. - powiedziała i posprzątałyśmy po naszym posiłku.
Trzeba było już zacząć pomału szykować jedzenie na święta, był już 19 grudnia, a niedługo przyjedzie rodzina więc trzeba być przygotowanym.
- Ja pójdę powiedzieć Ashley, że wychodzimy. - powiedziałam i pobiegłam na górę.
- My wychodzimy na zakupy, jakbyś mogła to ogarnij chociaż trochę salon, chodzi mi tutaj tylko o poodkurzanie. - powiedziałam trochę oschle w jej stronę. - Aha, bądź grzeczna na  świętach i ubierz się...w bardziej kolorowe ciuchy. - powiedziałam i zbiegłam na dół. - Możemy iść. - oznajmiłam mamie i szybko ubrałam buty i kurtkę. Wyszłyśmy zamykając za sobą dom, weszłyśmy do samochodu mamy kierując się do sklepu. Po krótkim czasie mama parkowała już pod budynkiem, następnie wyszłyśmy i weszłyśmy do sklepu. Chodziłyśmy z wózkiem między półkami i wrzucałyśmy do niego różnego rodzaju produkty spożywcze potrzebne nam na święta. W końcu podeszłyśmy do kasy, zapłaciłyśmy za wszystko i obładowane torbami weszłyśmy do samochodu, przedtem wkładając do bagażnika wszystkie zakupy i pojechałyśmy do domu.
_____________________________________________________
Hejka ludzie udało mi się dzisiaj rozdział dodac, jak wam się podobał? opinie piszcie w komentarzach" :) Nie jestem pewna kiedy dodam rozdział, bo teraz bedę szła do szkoły i nie będe miała zbyt czasu, ale postaram się, Kocham <3

piątek, 18 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 1, CZEŚĆ 2



Budzik zadzwonił mi o godzinie 10, dobrze że dzisiaj mam do szkoły na 11:30, bo gdyby nie to pewnie bym nie poszła, trochę się wczoraj zasiedziałam z Bellą i Seanem. Wyszli wczoraj ode mnie koło 3 nad ranem, a ja musiałam się jeszcze umyć więc poszłam spać koło 4. Nie wyspałam się, nie chce mi się iść do szkoły i w ogóle mam kiepski humor. Nie rozmyślając już dłużej wyciągnęłam pierwszy lepszy zestaw z szafy i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Moje włosy były jeszcze wilgotne, widocznie nie zdążyły jeszcze wyschnąć. Nie przejmując się tym za bardzo związałam je w wysokiego kucyka, ogólnie zrobiłam poranna toaletę. Wychodząc z pomieszczenia od razu pokierowałam się do kuchni z zamiarem zrobienia sobie szybkiego śniadania. Spojrzałam na zegarek i się przeraziłam, była już 11. Wbiegłam szybko do łazienki, nałożyłam podkład i pomalowałam rzęsy. Założyłam szybko buty i kurtkę. Ten czas zdecydowanie za szybko leci. Jest już 13 grudnia, jest strasznie zimno. Zamknęłam za sobą szybko drzwi i jak najszybciej potrafiłam pobiegłam na autobus, który uciekł mi minutę temu. Nie no świetnie, teraz muszę czekać...5 minut. To jeszcze nie tak długo. Do szkoły jedzie się 10 minut, a jest godzina 11:13. Bardzo szybko się uwinęłam, ale to dobrze. Autobus będzie za 5 minut czyli pod szkołą będę 11:28, no nic najwyżej spóźnię się kilka minut. Bardzo się zdziwiłam kiedy zobaczyłam jadący autobus, na szczęście się nie spóźnię.

Jestem głodna, zdecydowanie strasznie głodna. Na moje nieszczęście ta lekcja strasznie się dłuży. Od poprzedniego zerknięcia na zegarek minęła minuta, a ja mam wrażenie, że wieczność. Do końca lekcji zostało jeszcze 15 minut. Po chwili na mojej ławce wylądowała karteczka, odwinęłam ja i przeczytałam "Idziesz ze mną dzisiaj do galerii, bo muszę popatrzeć na prezenty na święta? Bella xx". Uśmiechnęłam się i odwróciłam do ławki, w której siedzi i kiwnęłam jej lekko głową na znak potwierdzenia. Dobrze, że mi przypomniała ja tez muszę porozglądać się za prezentami, bo jadę do Londynu na święta do mamy. Będą też goście, przyjedzie ciocia z wujkiem i moim 6 letnim kuzynem i babcia. Także jest co kupować.

Wyszłam ze szkoły razem z Bellą i Seanem. Kierowaliśmy się w stronę mojego mieszkania, żeby odnieść wszystkie zbędne rzeczy i bym mogła cieplej się ubrać. Poszliśmy na przystanek i akurat podjechał autobus. Pod domem byliśmy po krótkim czasie. Weszliśmy do środka, w przedpokoju zostawiliśmy swoje torby. Założyłam jeszcze pod swój sweterek bluzkę na długi rękaw i wyszliśmy.

W środku było dużo ludzi. Były już świąteczne ozdoby i ogólnie wszystko wyglądało tak nastrojowo. Na wystawach było pełno zabawek z obniżkami.
- Rose, a ty coś kupujesz? - zapytał mnie chłopak.
- Tak, jadę na święta do Londynu i przyjedzie rodzina. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Do mnie tez przyjeżdżają, a najgorsze jest to, że musze pokupowac sporo zabawek, bo będzie duzo dzieciaków. - powiedziała dziewczyna.
- Haha, do mnie przyjeżdża tylko 6 letni kuzyn. - powiedziałam chichocząc cicho.
Chodziliśmy po sklepach nie było widać jak na razie nic nadzwyczaj ciekawego. W końcu weszlismy do sklepu z mnóstwem naprawdę fajnych zabawek.
- Sean, a ty coś kupujesz? - zapytałam.
- Tak, ale nie wiele, do mnie na szczęście nie przyjeżdżają dzieci. - zaśmiał się patrząc na lekko zdenerwowana Bellę.
Podeszłam do półki z samochodami, wybrałam sterowany czerwono czarny samochód. Nie był strasznie drogi i nawet mi się spodobał. W Londynie dokupię jeszcze jakieś dodatki do tego prezentu i będzie gotowy.
- Ja juz mam. - powiedziałam podchodząc do dwójki moich przyjaciół z zakupionym samochodem.
- Wow, szybka jesteś. - powiedzieli zaskoczeni.
- To ja idę zobaczyć jeszcze do sklepu obok tam jest biżuteria, wybiorę coś dla reszty. - powiedziałam, oni kiwnęli głową, a ja wyszłam.
W sklepie było pełno ładnych łańcuszków, kolczyków, bransoletek, zegarków i innych rzeczy. O ile pamiętam mój wujek kocha zegarki. Podeszłam do półki z wymienionym wcześniej przedmiotem i zaczęłam je oglądać. Po chwili mój wzrok natrafił na złoty zegarek był naprawdę śliczny. Ekspedientka po kazała mi go i powiedziała jakie ma funkcje bla bla bla. Kupiłam go. Cioci i babci rózwnież kupiłam jakąś  biżuterię. Mamie nie wiedziałam co kupić, ale chciałam żeby było to coś wyjątkowego...a właśnie zapomniałam jeszcze o siostrze.
__________________________________________________
Cześć wszystkim i jak wam sie podoba, moim zdaniem jest taki se... Tak jak mówiłam juz wcześniej nwm kiedy dodam nastepny rozdział ale będzie on jak najszybciej bedę tylko mogła.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI ŚWIAT WIELKANOCNYCH, SMACZNEGO JAJKA!   

środa, 16 kwietnia 2014

HEJKA

Postanowiłam, że druga część opowiadania będzie tutaj :) Nie chcę tworzyć innej stronki, po prostu mam nadzieję, że będzie to dalej czytac i że tutaj będzie lepiej :D Rozdział 1 do 2 części postaram dodać jak najszybciej :))

sobota, 12 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 14 - Epilog, pierwszej części...

Hmmm, jeśli mam być szczera tęsknię za nim...cholernie tęsknię. Minął już prawie rok odkąd się wybudziłam, a prawie dwa od tego pieprzonego wypadku. Harry całkiem urwał ze mną kontakt, nie mogłam się do niego dodzwonić, nie odpisywał na sms. Wreszcie dałam sobie spokój...może znalazł sobie inną...co ja gadam on na pewno ma inną. Obecnie nie mieszkam w Londynie, wszystko mi go tam przypominało. Kiedy bardzo go potrzebowałam, a go nie było chodziłam w miejsce, w którym mnie przeprosił, jedliśmy obiad na łódce i...straciłam z nim dziewictwo, kiedy tam byłam zawsze przypominałam sobie ten dzień i płakałam. Dlaczego tam chodziłam? Wyobrażałam sobie, że on siedzi koło mnie, a sobie próbowałam wmówić, że płaczę ze szczęścia, że mam takiego wspaniałego chłopaka. Wiem to chore. Moja mama chciała mnie nawet zapisać do psychologa, ale ja nie chciałam. Teraz próbuję o nim zapomnieć. Między innymi dlatego wyjechałam do Paryżu. Czy to pomogło i zapomniałam? Nie. Myślę o nim prawie cały czas. Nawet teraz opowiadam wam co do tej pory się wydarzyło, siedzę na kanapie w moim małym, dwuosobowym mieszkanku i płaczę, ponieważ tęsknię za nim, chciałabym żeby teraz wszedł do tego mieszkania i usiadł koło mnie i przepraszał za to, że mnie zostawił. Długo by nie musiał prosić o przebaczenie, od razu rzuciłabym mu się na ręce i przez dłuższy czas nie puszczała. W Paryżu mieszkam już dwa miesiące. Pracuję w bardzo podobnym sklepie do empika. Nie miałam szans nigdzie indziej mam ledwo 18 lat i nie do końca skończone liceum. Co prawda nie opuszczam nauki. Chodzę do szkoły, a po zajęciach i w weekendy chodzę do pracy. Bardzo zależy mi na skończeniu szkoły. Jedna z podstawowych rzeczy, które są dla mnie teraz najważniejsze. Oczywiście w tym mieście nie jestem sama, mam swoją najlepszą przyjaciółkę i przyjaciela,  Bellę i Seana.A właśnie czy utrzymuję kontakt z Niallem i Amandą?Co jest najlepsze, że nie. Tak jak Harry nie odbierają ode mnie telefonów. Fajnych przyjaciół i chłopaka miałam, prawda? Teraz ciężko jest mi zaufać ludziom, co prawda ufam bardzo Belli i Seanowi, ale tylko im, ponieważ bardzo pomogli mi z tym wszystkim. To dzięki nim mam pracę i chodzę do szkoły. Gdzie się poznaliśmy? Byłam już tydzień w Paryżu i tego dnia siedziałam akurat na ławce w parku i płakałam, podeszła do mnie ta dwójka i zapytała co się stało i czy mogą jakoś pomóc. Już na początku wiedziałam, że mogę im ufać więc powiedziałam im wszystko. Od tamtej pory bardzo się lubimy. Prawie każdą wolną chwilę spędzamy razem. Bardzo często dzwonię do mamy. Od kiedy wyjechałam z Londynu nie przyjechałam tam w odwiedziny do mamy. Często mnie na to namawia, ale ja nie chcę tam jechać, bo boje się że spotkam tam Harrego, a tego bym nie chciała... Moje rozmyślenie przerwał dzwonek do drzwi.
- Wejdźcie! - krzyknęłam, wiedząc, ze to Sean i Bella.
- Czeeee.. boże czemu płaczesz? - pisnęła Bella.
- Powinnaś się domyśleć. - szepnął do nie Sean, ale myślał, że tego nie usłyszałam.
- Nie powinnaś płakać przez tego dupka. - powiedziała z wyraźnym naciskiem na ostatnie słowo.
- Gdyby nie ja i to, że zaczęłam kłótnie nic by się nie stało! - krzyknęłam przez łzy.
- Prędzej czy później i tak by pewnie tak postąpił, bo ludzie nie mogą zmienić się całkiem, w nim zawsze zostanie ten dupek, który był w nim jeszcze zanim poznał ciebie, później ty miałaś wypadek i brakowało mu ciebie więc znalazł sobie inną i pewnie znów jest tym pieprzonym dupkiem. - powiedziała.
W pewnym sensie miała rację, ale....no ale co, ona miała rację, nie da się zmienić człowiek, nie da się w nim zmienić wszystkiego.
- Idziemy do kina? - zapytał Sean.
- Nie chcę nigdzie wychodzić, możemy obejrzeć coś tutaj. - powiedziałam, uśmiechając się lekko i klepiąc miejsca po mojej prawej i lewej stronie.
_____________________________________________________________
Hejka, krótki, ale prawie tak jak każdy epilog. W następnym poście podam wam link do drugiej części bloga, albo drugą część napiszę tutaj, nie wiem jeszcze dokładnie, ale dam wam znać :)

środa, 26 marca 2014

ROZDZIAŁ 13

...
6 MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Od wypadku Rose minęło już bardzo dużo czasu, pomału zaczynałem tracić nadzieję, że ona kiedyś się obudzi. Jest stan jest można powiedzieć krytyczny, gdyby nie szybki interwencje lekarzy była by już masrtwa jakieś 5 razy. Przepłakiwałem całe dnie, ale teraz pomału doszło do mnie, że nie ma po co,bo to i tak nie pomoże. Za ten wypadek obwiniam siebie i nikogo innego. To była moja wina, że wpadła pod ten samochód, że nie powiedziałem jej kim on jest tylko krzyknąłem, gdyby nie to pewnie by nie zaczęła uciekać. Coraz rzadziej przychodziłem do szpitala, a jak już przychodziłem to raz na 3-4 dni i siedziałem wtedy jakąś 1 godzinkę i wychodziłem. Amanda i Niall zachowują się jakby nigdy nie znali Rose, nie przychodzą, nie przyjeżdżają, a nawet nie dzwonią jak się czuje. Jedynymi osobami, które regularnie odwiedzają dziewczynę to jej mama i siostra.
                                                          
Obudziłem się o godzinie 10 poleżałem chwile i poszedłem do łazienki ubrać się. Zajęło mi to niecałe 5 minut. Zszedłem na dół, zrobiłem sobie szybkie śniadanie i wyszedłem na spacer po parku. Chodziłem patrząc się na buty, aż przez przypadek na kogoś wpadłem.
- Przepraszam, nie chciałem. - powiedziałem i spojrzałem na dziewczynę siedzącą na alejce przede mną, chyba ją przewróciłem.
- Spokojnie, nic się nie stało. - powiedziała, uśmiechając się ładnie.
- W ramach rekompensaty zapraszam na kawę. - powiedziałem, złapałem ją za dłoń i poszliśmy w stronę najbliższej restauracji. Po wejściu do pomieszczenia, w którym pachniało kawą i czekoladą, usiedliśmy przy wolnym, dwuosobowym stoliku i zamówiliśmy to na co mieliśmy ochotę.
- A więc jak się nazywasz? - zapytałem.
- Kelly, a ty? - zapytała.
- Harry, ile masz lat?
- 17.
- Ja 18.
- Masz dziewczynę? - zapytała i tym wybiła mnie z tropu, nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
- Nie. - nie chciałem mówić prawdy.
- Serio?
- Serio, a ty masz  chłopaka?
- Nie...- chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał nam kelner podchodzący do stolika z naszymi zamówieniami. Rozmawialiśmy jeszcze długo, tematy nam się nie kończyły. Ta dziewczyna była naprawdę świetna, a na dodatek śliczna. Pewnie teraz będziecie mnie uważać za jakiegoś skurwiela czy coś, ale postanowiłem zapomnieć o Rose i zacząć nowe życie BEZ niej. Dlaczego taka była moja decyzja? Straciłem nadzieję, że ona kiedykolwiek się obudzi, ale to nie znaczy, że powiem Kelly o moim sekrecie, który jest związany z Malikiem.

Minął już prawie miesiąc odkąd spotkałem Kelly, jesteśmy razem i dobrze nam się układa. Mama Rose wiele razy do mnie dzwoniła, ale nie odbierałem, chciałem zapomnieć o Rose i jej rodzinie oraz o wszystkim co z nią przeżyłem. Wiem jestem debilem, ona mi zaufała, a ja ją zostawiłem kiedy to przeze mnie miała wypadek i trafiła do tego szpitala i jest w śpiączce ponad pół roku. Nie powinienem jej tak zostawiać, teraz powinienem siedzieć w jej sali i trzymać za rękę i z nią rozmawiać wiedząc, że i tak mi nie odpowie, a teraz zamiast być w szpitalu leżę w łóżku obok Kelly i od jakiś 2 godzin próbuję zasnąć. To był chyba błąd,ale nie uda mi się go odkręcić. Wstałem z łóżka, ponieważ już chyba nie zasnę, poszedłem do kuchni i nalałem sobie soku pomarańczowego do szklanki. Usiadłem przy stole i zacząłem płakać, przypomniało mi się jak siedziałem tu z Rose, śmialiśmy sie i piliśmy dokładnie ten sam sok, bo nie mogliśmy spać w nocy. Usłyszałem ciche hałasy za mną, szybko otarłem łzy i zachowałem się normalnie, przynajmniej próbowałem.
- Czemu nie spisz? - zapytał mnie zaspany głos.
- Mógłbym zapytać o to samo ciebie. - uśmiechnąłem się.
- Płakałeś? - zapytała podejrzliwie.
- Nie, wydaje ci się, po prostu jak nalewałem sok coś mi prysło do oka. - wytłumaczyłem, próbując się wykręcić.
- Ok, chodź spać. - powiedziała i pociągnęła mnie za rekę, wykonałem jej poleceniem, ona szybko zasnęła, a ja się męczyłem. W końcu odpłynąłem do krainy morfeusza.
                                                                       *Mama Rose*
Siedziałam całymi dniami przy niej, a ten chłopak po prostu o niej zapomniał, dzwoniłam do niego przez pierwszy tydzień, bo zdążyłam go nawet polubić, ale nie potrzebnie, chyba zdenerwowały go moje ciągłe sms i telefony, bo zmienił numer telefonu. Trzymałam Rose za rękę i poczułam jak się lekko poruszyła, popatrzyłam na jej twarz i byłam strasznie szczęśliwa kiedy pomału otwierała oczy, pobiegłam po lekarza...
-_____________________________________________________________
Hejka rozdział dodałam wcześniej ale jest strasznie krótki :))


czwartek, 20 marca 2014

ROZDZIAŁ 12

...
Czas dłużył mi się niemiłosiernie, miałem wrażenie, że minęło już przynajmniej kilka godzin, a tak naprawdę czekam na pogotowie niecałe 5 minut. Chwilę później przyjechało pogotowie.
- Proszę jej pomóc. - powiedziałem rozpaczliwym głosem.
- Postaramy się. - odpowiedział. - Mógłbyś nam powiedzieć co się dokładnie stało? - zapytał drugi.
- Nie wiem dokładnie, bo nie widziałem, ale... - nie udało mi się dokończyć, bo mi przerwał.
- To mów jak to się zaczęło. - zaczął mnie pośpieszać.
- Byliśmy na na spacerze i później przyszedł...nie ważne... i się pokłóciliśmy i ona uciekła, wybiegła na ulicę i potrącił ją samochód. - powiedziałem i znowu zacząłem płakać.
- Dobrze, proszę się uspokoić, spróbujemy ją uratować, a pan jedzie z nami i w szpitalu podamy jakieś leki uspakajające. - powiedział i wszedłem razem z nim do karetki, usiadłem koło nieprzytomnej dziewczyny i złapałem ją za rękę. Dosyć szybko dojechaliśmy do budynku, wynieśli ją na noszach, a ja szedłem za nimi i poszedłem razem z jednym z ratowników do jakiegoś pomieszczenia, w którym podał mi lekki i kazał położyć się w sali segregacji. Wytłumaczył mi, że Rose jest na badaniach, bo trzeba było ją zbadać, bo nikt nie wiedział co jej jest. Leżałem na łóżku i po chwili zorientowałem się, że powinienem poinformować o całym zdarzeniu Amandę. Wyciągnąłem telefon z kieszenie spodni, odblokowałem go i wykręciłem numer do przyjaciółki mojej dziewczyny.
- Harry gdzie wy jesteście, czemu Rose nie odbiera telefonu! - krzyknęłam.
- Daj mi wytłumaczyć. - powiedziałem lekko podirytowany, nie wie co się stało i krzyczy, zaczyna mnie denerwować jak Niall, ale nie nikt nie denerwuje tak jak ten koleś. - Jesteśmy w szpitalu, to znaczy Rose ma badania, bo wpadła pod samochód, bo w nią wjechał, oj przyjedź do szpitala to ci powiem, jestem na sali segregacji.
- To tobie też się coś stało? - zapytała przerażona i słyszałem jak płacze.
- Nie. - zaprzeczyłem, podałem jej adres i się rozłączyła mówiąc, że zaraz będzie. Przyjechała po niecałych 20 minutach, ale niestety z Blondynem.
- Co jej się stało! - krzyknęła wbiegając na salę.
- Siadaj i mów ciszej. - rozkazałem, on przeprosiła, a ja jej opowiedziałem co się stało a kiedy skończyłem ona się we mnie wtuliła, byłem przez chwilę zdezorientowany, ale również ją do siebie wtuliłem.
- Jeszcze wrócicie do siebie i wszystko będzie dobrze. - powiedziała pocieszającym głosem szlochając cicho, ja już nie panowałem nad swoimi emocjami i zacząłem płakać chyba głośniej niż wtedy na ulicy. Poczułem czyjąś rękę klepiąca mnie po ramieniu, to był taki gest, który miał mnie najwyraźniej uspokoić i wesprzeć odwróciłem się do osoby z tyłu i zobaczyłem Nialla z lekkim zarysem uśmiechem, takim uśmiechem mówiącym "nie przejmuj się". Zdziwiłem się , ale też lekko się uśmiechnąłem. Do sali wszedł lekarz, który padał Rose i podszedł do mnie.
- Co z nią? - zapytałem przejęty.
- Miała silny wstrząs mózgu, przez to że uderzyła się jak przypuszczam bardzo mocno w głowę, złamane żebra i jest w śpiączce, która może potrwać tydzień, ale nawet i kilka lat, albo całe jej życie. - powiedział, a ja się ZNOWU załamałem, ale co się dziwić. - Proszę się nie martwić, zrobimy wszystko co w naszej mocy. - uśmiechnął się pocieszająco i chciał odejść, ale ja w ostatniej chwili zapytałem się czy mogę do niej iść, on powiedział, że tak ale mamy wchodzić po kolei, po jedną osobę. Wstałem z łóżka i kopnąłem pierwszą rzecz w moim punkcie widzenia, czyli szafkę przy łóżku, ona się zachwiała, ale Horan ją przytrzymał dzięki czemu nie przewróciła się.Wszyscy ludzie z sali popatrzyli na mnie jak na debila, ale z lekkim przerażeniem, ale posłałem im piorujące spojrzenie, a oni wrócili do swoich poprzednich czynności i zajęć. Wyszedłem z sali poszedł do sali, w której leżałam nie przytomna dziewczyna, nie mogłem przestać płakać łzy leciały mi ciurkiem po policzku, wszedłem do środka i usiadłem obok niej na krześle, złapałem mocno za dłoń i pocałowałem delikatnie kosteczki, zewnętrzną i wewnętrzną stronę dłoni. Gdybym mógł cofnąć czas...tak, tak pierdolić to se możesz Styles, wystarczyło myśleć, a nie teraz będziesz mówił co byś zrobił gdyby to się nie zdarzyło.
- Rose, wybudź się, proszę, dla mnie, a jak nie to dla przyjaciół, Amanda jest strasznie roztrzęsiona, Niall też i...i ja też. Kocham cię, przepraszam, obudź się. - zacząłem do niej szeptać, ale kiedy zorientowałem się, że to nic nie daje zaczałęm krzyczeć,
- Rose, kocham cię, obudź się!!!...proszę. - ostatni wyraz szepnąłem i nie mogąc już ustać ze zdenerwowania na nogach znowu opadłem na krzesło. Siedząc tak pomyślałem, ze powinienem zadzwonić do mamy Rose i poinformować o całym zdarzeniu. Nadal siedząc przy łóżku dziewczyny wyciągnąłem telefon i wykręciłem do niej numer, nie wiem skąd go mam, ale się przydał.
- Halo? - usłyszałem damski głos po drugiej stronie.
- Dzień dobry, z tej strony Harry...Harry Styles, chciałem powiedzieć pani, że Rose jest w szpitalu. - powiedziałem płacząc.
- Jak to? Co się stało? - zaczęła panikować.
Opowiedziałem jej całą historie, a ona oznajmiła mi, że jutro wychodzi ze szpitala więc przyjedzie ją odwiedzić i wesprzeć mnie psychicznie. Nie mam pojęcia dlaczego tak powiedziała, pewnie słyszała w jakim jestem stanie i postanowiła być dla mnie WYJĄTKOWO miła, co się rzadko zdarza, może dlatego, że ja jej często nie widzę? Nie zamęczałem się dłużej tymi pytaniami. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi sali i odwróciłem się. Tam stała cała rozmazana Am i chyba chciała wejść i posiedzieć trochę z dziewczyną. Niechętnie wstałem z krzesła i wyszedłem z sali, gestem ręki pokazałem, że może wejść i ponownie opadłem na niebieskie, plastikowe i dosyć niewygodne krzesło szpitalne. Usłyszałem ciche westchnięcie, ale nie zwróciłem na to szczególnie uwagi, teraz w głowie krążyły mi myśli typu. Kiedy się wybudzi? Czy w ogóle się wybudzi? Czy kiedy jutro rano przyjdę (będę tu siedział całą noc), rano czy będę mógł ją przytulić i usłyszeć jej cudowny śmiech i piękną twarz, którą widywałem zawsze po wstaniu jej rano, taki widok kochałem najbardziej, naturalność. Wciąż nie wiem dlaczego się malowała, i tak była piękna i dobrze o tym wiedziała, bo mówiłem jej to codziennie po kilka razy. Chciałbym żeby to wszystko okazało się złym snem...koszmarem. Żeby to była taka nauczka na przyszłość, że lepiej ugryźć się czasami w język i przemilczeć niż powiedzieć za dużo. Usłyszałem stupot nóg, które były coraz bliżej podniosłem głowę i zobaczyłem Ashley.
- Boże Harry co się stało?! - zapytała wystraszona. Ja znowu wybuchłem głośnym płaczem i opuściłem głowę, a Niall opowiedział wszystko Ash, za co byłem mu bardzo wdzięczny. Poczułam jak ktoś mnie obejmuje lekko ramieniem, podniosłem lekko głowę żeby zobaczyć kto to, była to siostra Rose. Kiedy zobaczyła, że się podniosłem wtuliła się we mnie mocząc mi koszulkę, nie przeszkadzało mi to, nawet nie zwracałem na to uwagi...
__________________________________________________________________________________
Hejka dosyć wcześnie dodałam ten rozdział, jest na pewno dłuższy od poprzedniego, ale nie jest też strasznie długi. Cieszę się z tego, że udało mi się go dzisiaj dodać. Mam do was wielką prośbę po tym jak przeczytacie zosawcie po sobie komentarz, to wiele dla mnie znaczy!!! Dobranoc <333

sobota, 15 marca 2014

ROZDZIAŁ 11

...
- Pójdziemy na spacer. - zapytałam chłopaka i poprawiłam mu bluzkę.
- Możemy iść. - uśmiechnął się i popatrzył wściekle na Nialla. Pewnie gdyby mnie tutaj nie było ponownie by się pobili, ale teraz będzie trzeba być cały czas koło nich i nie zostawiać ich sam na sam.
- To chodź, musisz się przebrać. - powiedziałam i razem weszliśmy na górę zostawiając tam samego Blondyna. Kiedy byliśmy już na górze ja poszłam tylko do Amandy powiedzieć, że wychodzę z Brunetem.
- Am ( skrót od Amanda ) ja wychodzę z Harrym, Niall jest na dole. - powiedziałam, a ona tylko kiwnęła głową na znak zrozumienia.
Wyszłam z jej pokoju i pokierowałam się w stronę sypialni mojej i Hazzy.
- Możemy już iść. - powiedział.
- Okej. - odpowiedziałam, złapałam go za rękę i razem wyszliśmy z pokoju, a następnie z domu.
Postanowiliśmy pójść do parku. Pogoda nam dopisywała, świeciło słońce i powiewał lekko wiatr, dzięki czemu nie było strasznie gorąco. Chodziliśmy po alejkach między drzewami i krzewami rozmawiając się na różne tematy i śmiejąc się, ale oczywiście nasz spokój musiał ktoś przerwać, spacerując tak ktoś popchnął Harrego, gdyby nie, która trzymałam go za rękę i nie wiem jakim cudem utrzymałam go pewnie by się przewrócił.
- Co do cholery! - krzyknął bardzo zdenerwowany odwracając się, a tam stał chłopak z bardzo ciemnymi włosami, a ich kolor wpadał w czarny, brązowe oczy, był ubrany w szare spodnie z opuszczonym krokiem, białą bluzkę, białe conversy i czarną skóra i patrzył na niego złowrogo.
- Kurwa Zayn po co ty tu przyszedłeś. - powiedział Harry.
- Nie przedstawisz mnie swojej dziewczynie? - zapytał patrząc na mnie, a mi zachciało się rzygać kiedy spojrzałam na jego sztuczny i zarazem obleśny uśmiech.
- Spierdalaj. - syknął Loczek
- Styles grzecznie proszę. - powiedział śmiejąc się.
- Ja pierdole jaki debil. - szepnęłam cicho.
- Ooo niegrzeczna, lubię takie. - powiedział, jak on to usłyszał.
- Odwal się od niej Malik i daj nam spokój. - warknął Hazz, złapał mnie za rękę i odeszliśmy od wcześniej wspominanego Zayna Malika.
- Kto to był? - zapytałam.
- Nie ważne. - powiedział.
- No powiedz. - powiedziałam.
- Kurwa powiedziałem nikt ważne! - krzyknął.
- Aha. - szepnęłam, puściłam jego dłoń i  przyśpieszyłam kroku.
- Rose, zaczekaj! - krzyknął Harry i podbiegł dotrzymując mi kroku.
- Nie Harry, mam dosyć tego, że całą swoją złość przelewasz na mnie! - krzyknęłam. - Mógłbyś się czasami opanować i pomyśleć zanim coś powiesz...albo krzykniesz. - powiedziała i nie wiem dlaczego, ale łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- Rose, przepraszam. - szepnął i próbował mnie do siebie przytulić, ale ja się cofnęłam.
- Czy teraz już będzie tak zawsze, czy zawsze tak będzie kiedy coś będzie cię denerwować będziesz się wyrzywać na mnie, mam tego dość zróbmy sobie przerwę. - powiedziałam.
- Nie. - zaprzeczył. - Proszę, nie. - szepnął i jedna łza poleciała mu po policzku, ale szybko ją otarł udając silnego.
- Tak Harry, tak. - szepnęłam i pobiegłam. On dalej stał jak wmurowany, a po chwili usłyszałam jak krzyczy.
- Kurwa jak zawsze coś spieprzysz, jaki z ciebie debil!!! - zaczął się drzeć i padł na kolana, nie widziałam co stało się dalej, bo usłyszałam głośny pisk opon, klakson, a następnie mocny ból głowy, a później nie widziałam już nic.
                                                                     *HARRY*
Padłem na kolana i zacząłem płakać , a niby co innego miałem zrobić kiedy osoba, jedyna osoba która mi ostałą i którą tak bardzo kochałem zostawiła mnie. Podniosłem szybko głowę kiedy usłyszałem głośny pisk opon i się przeraziłem na ulicy leżała nieprzytomna Rose. Podbiegłam szybko do miejsca wypadku i głośno płacząc zadzwoniłem na pogotowie...
_________________________________________________________________________________
Hejka, przepraszam że taki krótki i tak późno dodałam, ale teraz nie mam czasu na nic...za dużo nauki... Prezpraszam was za to, ale będę starać się go dodawać co tydzień, ale nie obiecuję.